„Kryzys lidera – i co mnie to obchodzi?” – powiedział mi właściciel jednej z firm. I to zdanie jest o tym, jak organizacje traktują przywództwo.

 

Ktoś powie, że to brak empatii. Może.

 

A może…Przywództwo to moment, w którym system kupuje sobie spokój.

 

Kupuje go, wkładając do jednej roli pakiet oczekiwań, których nie uniesie żaden człowiek:

– masz dowozić, nawet kiedy nie dowozisz,
– masz być stabilny, nawet kiedy wszystko płonie,
– masz wiedzieć, nawet kiedy nikt nie wie,
– masz utrzymać ludzi, nawet gdy firma nie daje narzędzi.

 

To jest omnipotencja lidera. Nie „kompetencja”. Nie „odpowiedzialność”.

Om – ni – po – ten – cja. „Jesteś Bogiem – tylko uświadom to sobie..”

 

A gdy lider nie jest omnipotentny, system ma prostą diagnozę: „to zły lider”.

Po co jest lider systemowi?

Żeby utrzymać kontrolę nad emocjami organizacji. Żeby lęk, frustracja, niepewność i konflikt nie wracały do góry, tylko zostały „obsłużone” na dole.

 

Lider jest więc funkcją systemową, nie tylko „osobą”.

I to ma bezpośredni związek z kryzysem.

Kryzys lidera jest niekompatybilny z mitem omnipotencji.

Bo zespół może mieć porażki.

Zespół może mieć słabszy czas.

Ale lider? Lider nie może.

Lider ma być… narzędziem.

Stabilizatorem. Chodzącym SLA.

 

I w tym miejscu robi się brutalnie: Nikogo nie obchodzi, że lider jest w kryzysie. Obchodzi, czy lider nadal „działa”.

To nie jest zarzut do ludzi. To jest opis kontraktu, który organizacje same tworzą.

Czy da się połączyć funkcję lidera z kryzysem?

Da się. Ale nie w bajce o omnipotencji.

Da się tylko wtedy, gdy firma uzna, że lider to człowiek, a nie bufor.

 

I wprowadzi trzy rzeczy, których większość firm nie chce wprowadzić, bo to kosztuje:

1) Redystrybucję odpowiedzialności

Jeśli lider „odpowiada za wszystko”, to będzie udawał, że ma siłę zawsze.

A potem pęknie albo zacznie ranić ludzi kontrolą.

2) Bezpieczny kanał prawdy w górę

Lider bez miejsca, gdzie może powiedzieć: „nie dowożę” – będzie grał twardziela. A gra twardziela zawsze kończy się kosztem zespołu.

3) Zgodę na „ludzką” stabilność, nie teatralną pozę.

 

Co się dzieje, gdy system tego nie robi?

 

Wtedy kryzys lidera nie znika. On się zamienia w styl zarządzania:

– mikrozarządzanie, bo kontrola koi lęk,
– agresję, bo napięcie musi gdzieś wyjść,
– chaos decyzyjny, bo mózg w stresie nie robi strategii, tylko gaszenie pożarów.

 

I zespół i tak to czuje. Tylko nazywa inaczej: „ten lider jest nie do zniesienia”.

 

Więc co mnie/ciebie to obchodzi?

Obchodzi, bo kryzys lidera to nie jest prywatna sprawa lidera.

To jest informacja o tym, że system próbuje zrobić z człowieka coś, czym człowiek nie jest. A jeśli firma nadal wierzy w omnipotencję, to pytanie nie brzmi: „czy lider może mieć kryzys?”, tylko: kiedy pęknie i kto za to zapłaci?

__

Jestem Natalia – dla której lider to też człowiek.