Często liderzy skarżą mi się, że „ktoś się nagle zmienił”.
Że „przestał ogarniać”, „zaczął reagować dziwnie”, „stał się roszczeniowy”, „ciągle ma focha”.
Ale prawda jest taka, że kryzys rzadko krzyczy swoim imieniem.
Zazwyczaj wygląda jak: spóźnienia, brak cierpliwości, problemy z koncentracją, milczenie, drażliwość, unikanie odpowiedzi, przeciągające się zadania, zmiany nastroju.
Często myślimy wtedy: „przesadza”, „nie chce mu się”, „znowu coś”.
A bardzo rzadko:
„Może on/ona właśnie walczy o ostatnie kawałki siły?”.
W organizacjach widzimy efekty. Nie widzimy człowieka pod spodem.
Widzimy:
• spadek jakości pracy
• opóźnienia
• błędy
• „postawę”
Nie widzimy:
• bezsenności
• lęku
• poczucia przytłoczenia
• samotności
• trudnej sytuacji rodzinnej
• kryzysu zdrowia psychicznego.
Nie chodzi o to, by usprawiedliwiać wszystko.
Chodzi o to, by zanim ocenimy, zatrzymać się na chwilę.
Zadać jedno, proste pytanie, które potrafi zmienić wszystko:
„Jak mogę Ci pomóc?”
Bo ludzie w kryzysie nie potrzebują kary.
Potrzebują zobaczenia.























